Wygrywamy z bankiem BGŻ, długu NIE MA, ponad 80 000zł zostaje u “dłużnika”

Wygrywamy w sadzie z bankiem BGZ
Wygrywamy w sądzie z bankiem BGZ. fot. Bloomberg

Nasz wpis o wygranej w sądzie z Prokura NSFIZ należącym do Kruka, który kupił dług od banku PKO BP, wywołał gorącą dyskusję na naszym profilu na Facebooku. Niektórzy nie dowierzają w to co widzą, inni twierdzą, że dług wcale nie znika, inni że to “magia”… Otóż to nie są czary, a długi autentycznie “znikają” jeśli można tak powiedzieć, bo właściwszym byłoby stwierdzenie, że zgodnie z wyrokiem sądu – nigdy ich nie było i nigdy nie będzie. Wkrótce szczegółowo wyjaśnimy z czego to wynika i postaramy się przekonać największych niedowiarków.

Dziękujemy wszystkim za kilkaset lajków i jeszcze więcej dalszych udostępnień naszego wpisu. Potwierdza to jedynie, że upublicznianie takiej wiedzy jest potrzebne. Mimo nawału pracy nie zamierzamy odpuszczać, będziemy publikować podobne wyroki i poruszać podobne zagadnienia.

Przechodząc do tytułowego wątku, dziś bardzo ciekawa sprawa, ponieważ dług nie został w tym przypadku sprzedany, z nakazem zapłaty wystąpił bezpośrednio bank… a mimo wszystko przegrał. Jak to możliwe? Zacznijmy od początku…

W marcu 2009r. pan Adam (imię zmienione) zaciągnął kredyt gotówkowy na kwotę 50.000zł w banku BGŻ. Spłacał terminowo swoje zobowiązanie niecały rok, do czasu aż uległ wypadkowi i utracił całkowicie dochody. 13 grudnia 2013 roku bank wystąpił do sądu z wnioskiem o wydanie nakazu zapłaty na kwotę… 78.743,60zł, w tym 44.904,73zł niespłaconego kapitału i 33.838,87zł tytułem odsetek oraz dodatkowo kosztów procesu, w tym 7200zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego. Dlaczego bank tak długo czekał z wystąpieniem o nakaz zapłaty? Patrząc na kwotę naliczonych odsetek odpowiedź nasuwa się sama… Co ciekawe, wysokość roszczenia bank udokumentował wystawionym i podpisanym przez upoważnione osoby wyciągiem z ksiąg bankowych. Dla Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu były to dokumenty wystarczające, wobec czego w lutym 2014r. wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, zasądził w całości żądanie banku i dodatkowo obciążył dłużnika kosztami procesu w kwocie 4602zł. Sytuacja nie była zbyt wesoła, bo wynikało z tego, że dłużnik będzie miał do zapłaty łącznie kwotę 90.545,60zł + odsetki liczone od dnia 22 lipca 2013r. W tym miejscu wkroczyliśmy my…

Złożyliśmy sprzeciw od nakazu zapłaty, wnosząc o całkowite oddalenie powództwa oraz zasądzenie na rzecz pana Adama kosztów procesu. Co postanowił sąd?

Głównym i w zasadzie jedynym dokumentem, jaki przedstawił bank, dokumentującym wysokość dochodzonej kwoty był wyciąg z ksiąg rachunkowych banku. Teoretycznie powinno być to wystarczające, ponieważ w myśl art. 95 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997r. Prawo bankowe, księgi rachunkowe banków i sporządzone na ich podstawie wyciągi i oświadczenia mają moc prawną dokumentów urzędowych.

Art. 95 ust. 1 ustawy Prawo bankowe,

Księgi rachunkowe banków i sporządzone na ich podstawie wyciągi oraz inne oświadczenia podpisane przez osoby upoważnione do składania oświadczeń w zakresie praw i obowiązków majątkowych banków i opatrzone pieczęcią banku, jak również sporządzone w ten sposób pokwitowania odbioru należności mają moc prawną dokumentów urzędowych w odniesieniu do praw i obowiązków wynikających z czynności bankowych oraz ustanowionych na rzecz banku zabezpieczeń i mogą stanowić podstawę do dokonania wpisów w księgach wieczystych.

Wszystko by się zgadzało, gdyby nie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 15 marca 2011r., w którym TK stwierdził, że takie założenie osłabia pozycję konsumenta w postępowaniu cywilnym i narusza zasadę równości, z czym całkowicie się zgadzamy. Dzięki temu wyrokowi, do art. 95 ust. 1 ustawy Prawo bankowe wprowadzono ustęp 1a, mówiący, że:

Art. 95 ust. 1a ustawy Prawo bankowe,

Moc prawna dokumentów urzędowych, o której mowa w ust. 1, nie obowiązuje w odniesieniu do dokumentów wymienionych w tym przepisie w postępowaniu cywilnym.

Co to oznacza? A no oznacza to tyle, że wyciąg z ksiąg rachunkowych banku, który miał być jedynym dowodem na wysokość roszczenia, nie ma mocy dokumentu urzędowego w sprawie cywilnej – a taką właśnie sprawą jest pozew o zapłatę – a ma jedynie moc dokumentu prywatnego. To z kolei oznacza, że sąd nie traktuje go jako “prawdy objawionej” i to nie na dłużniku ciąży konieczność udowodnienia, że informacje przedstawione w księgach są błędne ale na odwrót – to bank musi udowodnić, że to, co  ma w swoich księgach jest prawdziwe i skąd się to wzięło.

Sąd dał bankowi szansę aby to zrobił. Pismem z 13 marca 2014r. wezwał pełnomocnika banku do wskazania innych dowodów na poparcie swojego żądania, po za tymi dołączonymi do pozwu. Co zrobił bank? NIC. Żadnych dodatkowych dowodów nie przedstawił, bo ich po prostu nie miał.

Wobec powyższych faktów sąd uznał, że to po stronie banku leży ciężar udowodnienia wysokości roszczenia, czego bank nie wykazał zarówno co do zasady, jak i co do wysokości. Co ciekawsze – sąd uznał, że podpisana umowa kredytowa co prawda świadczy o zawarciu pewnego rodzaju stosunku prawnego między stronami, ale w żaden sposób nie potwierdza, że powstała jakaś zaległość, a tym bardziej nie potwierdza wysokości tej zaległości.

Jak to się ładnie w prawniczym języku mówi, “z daleko idącej ostrożności procesowej”, na wypadek gdyby sąd naszych argumentów nie uznał (co jednak bezsprzecznie uczynił), podnieśliśmy dodatkowo zarzut przedawnienia. Jak sąd ustosunkował się do tych zarzutów?

W skrócie: uznał, że  data zawarcia umowy oraz pozostały do spłaty kapitał sugerują, że “dłużnik” spłacił kilka rat w 2009r., po czym wystąpiła zaległość w spłacie. Bank wystąpił do sądu w grudniu 2013r., biorąc zatem pod uwagę trzyletni okres przedawnienia, należy uznać, że (cytując uzasadnienie wyroku): “[…] również ten zarzut mógłby skutkować oddaleniem powództwa, przynajmniej w części“. Sąd punktuje bank dalej: “Powód przedstawił jednak tylko dokumenty ujawniające końcowe daty naliczania należności, nigdzie nie wskazał dat początkowych wymagalności świadczeń, a to prowadzić musiało do oceny, że nie udowodnił zasadności dochodzonego roszczenia, gdyż uniemożliwił przez to Sądowi dokonania rzetelnej jego oceny.
I mój ulubiony fragment: “Takie postępowanie powoda w procesie, nakazywało zatem szczególną ostrożność w ocenie wiarygodności przedstawionych przez niego dowodów“.

Ostatecznie sąd w całości oddalił powództwo banku o zapłatę kwoty 78 743,60zł oraz zasądził od banku na rzecz “dłużnika” kwotę 3617zł tytułem zwrotu kosztów.
Poniżej wyrok sądu wraz ze szczegółowym uzasadnieniem. Bank nie wniósł apelacji, wyrok stał się prawomocny.

Wyrok w sprawie przeciwko BGŻ  - AntyWindyk.pl Wyrok w sprawie przeciwko BGŻ  - AntyWindyk.pl Wyrok w sprawie przeciwko BGŻ  - AntyWindyk.pl Wyrok w sprawie przeciwko BGŻ  - AntyWindyk.pl Wyrok w sprawie przeciwko BGŻ  - AntyWindyk.pl Wyrok w sprawie przeciwko BGŻ  - AntyWindyk.pl

W tym wpisie chcieliśmy czarno na białym pokazać, że mając odpowiednią wiedzę i opierając swoje racje na odpowiednich przepisach prawa, można wygrać nawet bezpośrednio z bankiem. Każda sprawa jest inna, w każdej są inne dokumenty. Nie zawsze uda się wygrać, ale w wielu sprawach banki nie dysponują odpowiednimi dokumentami, wiedzą lub nie dokładają odpowiedniej staranności – i przez to przegrywają sprawy, a dłużnicy zaszczuci widmem komornika i utraty wszystkiego na co latami pracowali – odzyskują normalne życie. 

Jeżeli uznasz ten artykuł za wartościowy, prosimy – udostępnij go na swoim profilu społecznościowym, podziel się nim ze znajomymi.
Pokażmy wszystkim, że z bankiem można wygrać.

Dyskusja na temat tego artykułu na naszym Facebooku

P.S. Pozdrowienia dla Pana Adama.


Spodobał Ci się ten artykuł? Może masz podobny problem? A może jesteś innego zdania? Zachęcamy do wyrażania swoich opinii w komentarzach
na blogu, na samym dole strony  

48 comments

  1. Witam, Właśnie otrzymałem zwykłym listem z firmy BEST prośbę o przesłanie dokumentacji spadkowej w związku z podobno niespałconym przez mojego zmarłego ojca kredytem. Umowę na kredyt ojciec podpisał 02.07.2007 r., zmarł pół roku później. Z ojcem nie miałem żadnego kontaktu od wielu lat. Nie wiem nawet czy żyje jego ostatnia żona. Firma BEST w piśmie stwierdza, że dług wszedł do masy spadkowej i że wierzyciel zamierza skierować do sądu pozew przeciw spadkobiercom, a ja jako syn znajduję się w kręgu spadkobierców ustawowych. Proszą mnie o przesłanie dokumentacji nabycia lub odrzucenia spadku. Ja spadku ani nie przyjąłem, ani nie odrzuciłem; nie było też żadnej sprawy spadkowej po śmierci ojca w 2008 r. Piszą też, że przesłana przeze mnie dokumentacja spadkowa pozwoli im ustalić zakres mojej odpowiedzialności za zobowiązanie. I tu moje pytania:
    1) czy w ogóle regaować na to pismo?
    2) wydaje mi się, że dług jest przedawniony – nie wiem czy słusznie?
    Bardzo proszę o poradę….

    1. Nic nie wysyłać, zresztą nic Pan nie ma. Teraz to oni mają problem więc niech sobie ustalają sami.
      Jak otrzyma Pan pozew, proszę się do nas zgłosić, pomozemy.
      Reagujemy tylko na pismo z sądu.
      Jak inaczej w chwili obecnej oceni Pan czy kwota której się domagają jest słuszna, a może nie jest zawyżona? Niech sąd o tym zdecyduje.

  2. Właśnie wygrałam sprawę z BGŻ z tyt. niespłaconych kart kredytowych. Dług uległ przedawnieniu po 2 latach (jako elektroniczny środek płatniczy), a oni założyli sprawę po 2,5. Dziękuję za podpowiedź w sprawie wyciągu z ksiąg rachunkowych banku – dzięki mojej wiedzy ( z Waszego artykułu), Sąd nie wziął tego papierka pod uwagę. Czekam na uprawomocnienie 🙂

  3. Brawo! Mam nadzieję, że bohater historii solidarnie z portalem Antywindyk skończą jako skazani przez SR wydział karny, bo to co zrobiliście to jest wyłudzenie kredytu. Piękne wzorce promujecie. Zaciągnąć pożyczkę, a potem jej nie spłacać i chwalić się tym….cudowna postawa.

  4. Co w sytuacji kiedy zauważyłem że Bank Pekao SA podał w nakazie zapłaty z roku ok. 2006 dwa adresy: jeden w miarę poprawny, drugi do korespondencji. Sąd wysyłał pisma na adres do korespondencji-bank mógl poznac łatwo mój prawdziwy wystarczyło zapytanie zrobić do ewidencji ludnosci. Zrobił to dopiero po tym jak Sad Odmówil mu wydania tytułu wykonwaczego-w.. okresie swiątecznym-przez ponad rok było zawieszone postepowanie po tym jak Sad wezwal bank do podania prawidlowego adresu, bo poctza odpisala że nie mieszkam pod tym korespodencyjnym… Sad znajac w kocu moj prawdilowy adres… i tak jedno z pism po roku od wydania nakazu zaplaty wyslal na… niekatualny korespondencyjny.. natomiast inne pisma z naakzem zaplaty (2a) na ustalony.. ale w okresie Swiat i po.. noworocznym… komornik w 2007 egzekwowal kwoty, prawiczkowie w okolicy powiedzieli ze nic sie z tym nie da zrobic, a byc moze na dodatek bylo to przedawnione… czekalem bna tych zlodzieji z Peakao SA zeby do sadu to dali i… bez mojej wiedzy pzrez ponad rok pisma krązyly.. nakazu zaplaty nikt nie odebral, ale zostal uznany za doreczony… Czy w związku z tym 1/3 pisma wyslanym na bledny adres pzrez sad ale wtedy kiedy bylem i moglem je odebrac, nie nalezy mi sie jakies odszkodowanie i wyjasnienie dlaczego sad wysylal wzcesiej pisma na drugi andres z pozwu o nakaza zplaty, a moze nawet mozliwosc przywrocenia terminu do wniesienia spzreciwu?
    Tylko co todaloby jak teraz dopiero w tym roku widzialem akta tej sprawy i moze minac w 2017 oku 10 lat od czasu kiedy zaczeto egzekwowac te kwoty?
    Co za bandytyzm zeby przy czterowycfrowych kwotach vabanki mogly sobie ot tak po prostu kombinowac i nabijac kase na przedawnionych roszczenaich, ktorych nigdy by nie zarobili swiadcząc swoje produkty na tak marnym poziomie-pozwolili mi wyplaci dwa razy ta sama kwotę parwdopodobnie-nie wiedziałem ile mam na koncie-drugi raz w oddziale u siebi epierwszy raz w bakomacie i.. pozniej po latach rozmnozyli czekalem az to dadza do sadu i sie nie doczekalem-zaskoczyli mnie komornikiem i gownianym prawiczkiem w okolicy, ktory wprowadzil mnie w blad a teraz wiem ze sparwa mogla byc do wygrania…bo przedawnone prawdopodobnie to bylo…bo by tak nie kombinowali z moim adresem…
    Moze mozna w takim razie Skarb panstwa pozwac, ze wyslali wazny list 1/3 na nieprawdislowy adres rozny od nazkazu zaplaty-tamtch nie odebralem bo mnie nie bylo, ale wtedy kiedy “spieprzyl” sad sprawe i poslal pismo na ten kiepski korespondencyjny podany przez tych zlodzieji z PekaoSA, to chyba ktos za to powinien beknąć?
    Podeślę na adres Antywindyk scany akt tej bulwersujacej sparwy-poponuje 50/50m w przypadku odzyskania chociaz częsci wykegzekwowanej 4 cyfrowej symy z gownianych kilku tys zl…

  5. Nie można wygrać z bankiem. Za pomocą własnych sił i środków wygrałem w sądzie proces z bankiem. Przegapiłem w pozwie tylko jedną sprawę, nie wnioskowałem o zakaz wpisu do MIG i co. Bank sprawę przegrał (chodziło o 7 000 zł) a ja mam napaskudzone w MIG i żaden bank w tym kraju nie da mi kredytu przez pięć lat. Bank skutecznie odmawia usunięcia wpisu – jeśli chcę to zrobić muszę o nowa wojować w sądzie który jak wiadomo w Polsce orzeka szybko i skutecznie, nie wiem czy nie lepiej poczekać aż wpis wygaśnie.

  6. Czyli Pan pozyczajacy 50tys. Nie ubezpieczyl sie potem z Panstwa pomoca w majestacie prawa okradl Bank… swietna postawa i wzor…
    A dla tych co powtarzaja jak mantre ze banki to zlodzieje niech nie pozyczaja lub udadza sie do provident lub vivus gdzie beda placic 1000% rocznie.
    Bank to nie instytucja pro bono…
    Wciskanie ubezpieczen? Jak by nie bylo chorego lombardu oprocenyowanie kredytu wynosiloby 27% jak w innych krajach i nie byloby tematu…
    Uwazam Panstwa dzialalnosc za nie etyczna co do samego kapitalu kredytu reszta to sprawa umowna.

    1. Cały problem o czym pan raczy zapominać. Problemem jest nałożenie się dwóch przyczyn: słabość państwa z przestarzałą mentalnością sądów oraz prawa nie zmienionego i nie dostosowywanego do nowych warunków ekonomicznych (ciekawe komu na tym zależało?) z dominującą rolą banków komercyjnych. Razem daje to co widać.
      Od czasu gdy osobiście zajmuję się działalnością banków i ubezpieczycieli w Polsce słowo bandytyzm nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia.

      1. moment, moment. Wzial 50 tysi kredytu? Wzial. Splacil 5 tysiecy i reszte umorzono? I Sad to nakazal? Prosze o zwiezla odpowiedz. Tak lub nie

      1. czy uważacie, że pożyczenie pieniędzy i unikanie ich oddania na podstawie kruczków prawnych jest w porządku? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Unikanie nadmiernych kosztów egzekucji długu to jedna rzecz (którą całkowicie popieram), ale unikanie oddania pożyczonego kapitału to już przegięcie. Teraz do p. Adama pewnie wpadnie skarbówka z tytułu bezpodstawego wzbogacenia się

        1. Co do kapitału, to tutaj należy szczegulną uwagę zwrócić na to że pieniądze, które pożyczamy w momencie podpisania umowy, nie są odpisywane od depozytów w banku zgromadzonych, lecz do nich dopisywane. Tak więc bank przed poidpisaniem umowy nie posiada pieniędzy, które pożycza… Tak naprawdę ciężko tutaj mówić o pożyczeniu… Tak naprawdę to dzięki nam bank zyskuje możliwość wprowadzenia tych pieniędzy na rynek i pomnożenia dalej… I bynajmniej nie dzięki nie odsetkom… Choć w pewnym stopniu również. Podsumuwując nikogo nie okradamy… Jedyne co się dzieje to poprzez nasze zapotrzebowanie na gotówkę, dopisywane są pieniądze, więc ich wartość spada, ale wprowadzając je do obiegu generujemy z kolei PKB…
          Z mojej strony tyle 🙂
          Pozdrawiam!

        2. No tak ale, jeśli dobrze rozumiem to wszystkie kredyty są teraz obowiązkowo ubezpieczone, a on uległ wypadkowi który uniemożliwia mu spłacenie długu(a spłacił niemal całą kwotę). Jeśli to ubezpieczenie nie działa dla takich wypadków to nie powinno być w ogóle tego ubezpieczenia.

          1. Nie wszystkie kredyty są ubezpieczone. To zależy czy doradca banku wciśnie kredytobiorcy ubezpieczenie czy nie. A nawet jeśli jest polisa, to uzyskanie świadczenia graniczy z cudem. Ostatnio zgłosiła się do nas Pani, której ojciec miał kredyt, zmarł na atak serca, kredyt był ubezpieczony na wypadek śmierci. TU odmówiło wypłaty odszkodowania… bo gdzieś był podpis lekarza, ale brakowało pieczątki.

          2. Mój ojciec przed śmiercią zaciągnął ubezpieczony kredyt. Jedynym źródłem jego dochodu była renta z której wynikał niezbicie że jest chory na ciężką niewydolność krążenia i jest po dwóch zawałach. Przy wciskaniu polisy to nikomu nie przeszkadzało, po jego śmierci TU odmówiło wypłaty twierdząc że zgon z powodu zawału serca nie był ubezpieczony.

          3. Jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się z sytuacją gdzie TU z własnej nieprzymuszonej woli wypłaciłoby jakiekolwiek należne odszkodowanie z korzyścią dla dłużnika. Są 2 opcje – pozywać TU, albo bronić się (jako spadkobierca jeśli przyjęło się spadek) przed bankiem w pozwie o zapłatę.

        3. Skarbówka nie wpada tylko bank wysyła do dłużnika PIT, z którego wynika konieczność opłacenia podatku. Ale tak dzieje się tylko w sytuacji, gdy bank dobrowolnie UMORZY dłużnikowi kapitał lub odsetki. Gdy “dłużnik” wygra w sądzie, tzn. że długu nie ma, a nie można naliczyć podatku od tego, czego nie ma.

        4. Gh głupoty piszesz . Bronisz banków . A co z ludźmi wyrabiają banki i zlodziejskie windykacja . Odkąd wprowadzili. E-sond , to pozwy oszustwa zw strony firm windykacyjnych to norma , a ta fikcja jaka jest E-sond przytakuje tym złodzieja . Firmy windykacyjne podają nie prawdziwe dane . Po czym sond wydaje wyrok . A dłużnik dowiadywać się po miesiącach ze ma do zapłaty nie bagatela kwotę . I to nagle cud się stał bo komornik nagle znajduje adres dłużnika . Wiec niech pan nie pisze głupot o dłużnikach. Niech pan napisze o bandyckim podejściu sondow. Windykacji oraz komorników . Każdy kij ma dwa końce

          1. A to przepraszam bez wyroku sądu dłużnik nie wie, że pożyczyl pieniądze i ma oddać? Ja przy umowie kredytowej dostałam harmonogram spłat i nikt nie musiał mi przypominać że mam spłacać. A niektórzy widzę nie interesują się tematem potem lament że firma zgłosiła do e-sadow.

  7. fakt jest jeden banki nas cale zycie okradają i to legalnie i nie obchodzi ich czy straciles prace czy stało się cos innego wiec jak można wygrac sprawę o niespłacanie długu to ja jestem za

    1. Nie jest tak, że każdą sprawę można wygrać, ale mamy w Polsce takie prawo, że to wierzyciel musi udowodnić zasadność i wysokość roszczenia, a jeśli nie potrafi tego zrobić… przegrywa.

  8. Przeczytałam z uwagą wszystkie wasze posty ale przyznam, że tym to przeszliście samych siebie!!!!! Jesteście wielcy, dajecie ludziom wiarę w normalne życie!

    1. Wiarę w normalne życie? Się zastanów co Wy piszecie! Bank nie odpuści pracownik który nie dopełnił formalności i nie zachowywał umowy pewnie będzie ponosił koszty za to ze ktoś “ukradł” 50 000 zł. Jak się pożycza to się oddaje. Jak się pożycza taka kwotę to się ją ubezpiecza a nie zrzuca się odpowiedzialność na kogoś innego.

      1. Nigdzie nie jest napisane, że bank albo pracownik zgubił umowę. Bank oczywiście umowę posiadał, ale mimo tego nie udowodnił w sądzie wysokości dochodzonego roszczenia czyli ile i dlaczego właśnie tyle powinien oddać dłużnik. Błędu nie popełnił jeden pracownik. Wyrok potwierdza pewną ułomność banku jako instytucji – nie potrafi w majestacie prawa udowodnić, ile rzekomy dłużnik jest winny.

        1. W 96 wziąłem leasing na maszyny. Leasing był ubezpieczony przez TUW.
          Był pożar wszystko się spaliło. TUW wypłacił odszkodowanie bankowi a ja płaciłem regres do TUW. To po co ja płaciłem ubezpieczenie?
          Wiem że nie na temat ale nie zawsze jast tak jak być powinno.

          1. Takiego produktu w ogóle nie powinno się nazywać ubezpieczeniem, bo kto byl tutaj chroniony? Na pewno nie Pan. Mamy aktualnie na tapecie kilka podobnych spraw związanych z Ubezpieczeniem Niskiego Wkładu, które jest czystą fikcją. Proszę napisać do nas na adres kontakt@antywindyk.pl i opisać sprawę, może uda się odzyskać środki, które od Pana ściągnięto regresem.

          2. Przepraszam, ale ja nadal nie rozumiem….
            Jest umowa pożyczki, z które jasno wynika co i jak, są tam podpisy pożyczkobiorcy, dodatkowo lista zaksięgowanych wpłat. Bank składa te dokumenty, a sąd to oddala jak to możliwe. Przecież jasno z umowy wynika co za co proszę mi to wytłumaczyć bo chyba jakaś tępota mnie dopadła.

          3. Bank może byłby w stanie udowodnić ile pożyczył kredytobiorcy, ale nie jest już w stanie zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa udowodnić, ile i dlaczego akurat tyle, ma mu zapłacić dłużnik w chwili wniesienia pozwu. Tak jest i już 🙂

          4. Ja mam tak samo. Ubezpieczyłem na wypadek utraty pracy bo nie dostałbym kredytu na 50 000. Firma mi upadła bo gość nie wypłacił mi 44000zł. A teraz TU mnie ściga. Czyli zmieniło się tylko konto na jakie mam wpłacać. Obaj zapłaciliśmy za ubezpieczenie banku a nie siebie. Taka praktyka jest nie legalna ale jestem po wyroku i popij wodą.

          5. To są pseudo ubezpieczenia, które nie dają ŻADNEJ ochrony kredytobiorcy. To ubezpieczenia, za które płaci klient (dodatkowo bank zarabia na tym, że sprzeda takie ubezpieczenie), a chroniony jest BANK! To jest taki sam “przekręt” jak opcje walutowe, kredyty walutowe czy polisolokaty. Taka praktyka sama w sobie nie jest nielegalna, walczymy właśnie w kilku podobnych sprawach aby uzyskać precedensowy wyrok w tego typu sprawie, ale to procesy trwające latami. Jeszcze chwilę poczekamy na pierwsze wyroki. Sądy zasądzają zwroty opłaconych w ten sposób składek np. na ubezpieczenie niskiego wkładu, ale niestety jak do tej pory żaden sąd nie odmówił zasądzenia regresu od kredytobiorcy na rzecz ubezpieczyciela.

        2. Czy jeśli bank przyniósł by wymagane papiery ale z nich by wynikało, że inna jest wartość zadłużenia, czy było by to poświadczenie nie prawdy ? czy jakieś konsekwencje by z tego wynikły?

          1. Sęk w tym, że bank nie dysponował żadnym innym dokumentem potwierdzającym wysokość zadłużenia, dlatego go nie dostarczył i przegrał.

          2. a co zrobić jeśli ktoś podpisał nakaz zapłaty jest wyjście,,, to było w 2001 roku debet na kwote około 5 tys..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.